Jak zmarnować pierwszy wybór w drafcie

Pierwszy numer w drafcie zawsze wiąże się z pewną presją. Ważą się losy drużyny, kibice oczekują nowej gwiazdy, swoje robi też szum medialny. Miejsca na pomyłkę brak. Wybór, jak to w życiu bywa, może być dobry, średni lub słaby. Wybór JaMarcusa Russella… wykroczył poza wszelkie skale – był fatalny.

Russell urodził się w Mobile, w stanie Alabama. Tam też uczęszczał do liceum. Jak każdy młody chłopak – marzył, by w przyszłości zostać quarterbackiem i trafić do NFL. Jego podania, łącznie na 10 774 jardów, ustanowiły do dziś niepobity rekord szkoły. Mocne ramię w połączeniu z siłą, szybkością i dobrą pracą nóg zwróciły uwagę niejednej uczelni – ofert nie brakowało, a eksperci prześcigali się w zachwytach nad młodym JaMarcusem. Ten wybrał Louisiana State University, gdzie spisywał się bez zarzutu. Nie przeszkodziła mu nawet kontuzja ramienia i dobre wyniki jego zastępcy – Matta Flynna. Nie dał się wygryźć z pierwszego składu. W styczniu 2007 ogłosił, że rezygnuje z ostatniego sezonu w NCAA i zamierza przystąpić do draftu.

Czytaj więcej…

Gwiazda sportu i… morderca?

Jego proces sądowy transmitowały stacje telewizyjne na całym świecie. Dla jednych idol i bohater narodowy, dla innych zimnokrwisty morderca. Był futbolistą, dziennikarzem i aktorem, ale przede wszystkim człowiekiem, który podzielił całą Amerykę. Podejrzewany o zabójstwo detektyw Nordberg z "Nagiej broni" tym razem sam musiał stanąć przed wymiarem sprawiedliwości…

Orenthal James Simpson urodził się na przedmieściach San Francisco. Pierwsze, mało amerykańskie, imię było wymysłem ciotki, nadane prawdopodobnie ku czci ubóstwianego przez nią francuskiego aktora. Już jako dwulatek musiał zmagać się z przeciwnościami losu. Stwierdzono u niego krzywicę nóg, która powodowała, że palce podczas chodzenia były skierowane do wewnątrz. Chcąc tę wadę wyeliminować, do piątego roku życia musiał nosić specjalne korekcyjne buty, połączone żelaznym prętem. Chyba nawet sam los nie miał prawa przewidzieć, że chudonogi dzieciak zostanie w przyszłości gwiazdą futbolu amerykańskiego. Jednak zanim to nastąpiło, wychowywany przez matkę i ulicę O.J. wstąpił do gangu…

Czytaj więcej…

Bajka o misiu Yogim

Kto nigdy nie oglądał popularnych kreskówek tworzonych przez Williama Hannę i Josepha Barberę (Hanna-Barbera), musi być bardzo młody. Tom i Jerry, pies Huckleberry, kot Jinks czy miś Yogi to bohaterowie jednych z pierwszych, otwierających studiu drogę do sławy i bogactwa, bajek. Skupmy się na tym ostatnim – Yogim. Choć imię jest przez ogół kojarzone, to mało kto jednak wie, że postać sympatycznego misia była inspirowana baseballistą. Baseballistą, którego kochała cała Ameryka – Yogim Berrą.

Studio temu zaprzecza, ale nie sposób nie dostrzec, że "Yogi Bear", z angielskiego, łudząco przypomina nazwisko Yogi Berra. Yogi to tak naprawdę pseudonim, którego historia sięga nastoletniego wieku Lawrence’a Petera i filmu o Indiach. Został nim ochrzczony przez jednego z przyjaciół, gdy – czekając na swoją kolej podczas treningu – siedział ze skrzyżowanymi nogami, w pozycji, która łudząco przypominała ów jogina. Przydomek przyjął się na tyle, że z czasem zastąpił imię. Kreskówka zadebiutowała na antenach w roku 1958.

Czytaj więcej…

Absolwent Stanford o alter ego bestii

Los napisał mu niebanalny scenariusz. Wychowany pośród latających kul w mieście gangów, ukończył jedną z najbardziej prestiżowych uczelni na świecie, a następnie z piątej dopiero rundy draftu NFL stał się jednym z najlepszych futbolistów na swojej pozycji. Wygrał Super Bowl, a jego oryginalna osobowość sprawiła, że nazwisko Sherman – nieważne w jakim kontekście – zawsze przyciąga uwagę.

Urodził się w Compton – mieście leżącym na południu Kalifornii, kolebce gangsta rapu i terytorium zdominowanym przez słynne gangi Crips i Bloods. Na co dzień miał styczność z dragami, prostytucją, na ulicach widział krew, a czasem nawet ciała ofiar wojny gangów, w której zginął m. in. jego najlepszy przyjaciel. Starszy brat handlował narkotykami, ojciec był w przeszłości gangsterem. Ku przestrodze, pokazywał synom blizny po kulach. Za wszelką cenę chciał uchronić ich przed drogą, którą kiedyś sam obrał. To wszystko odcisnęło piętno na psychice młodego Richarda, który marzył, by w przyszłości odnieść sukces i uciec do lepszego świata.

Czytaj więcej…

Niesamowita piątka z Michigan

Nazywano ich Fab Five – najlepszym naborem rekrutów w historii uniwersyteckiej koszykówki. Każdy inny, każdy unikalny, każdy utalentowany. Na parkiecie rozumieli się doskonale, poza nim byli jak bracia. To właśnie oni wprowadzili do NBA tak popularny w dzisiejszych czasach "swag".

Ich "ojciec", coach Steve Fisher, początkowo został zatrudniony jedynie tymczasowo. Kierownik uczelni do spraw sportu Bo Schembechler koniecznie chciał, by trenerem został ktoś z Michigan. Szybko jednak zmienił zdanie. Dowodzeni przez fantastycznego Glena Rice’a Wolverines zdobyli mistrzostwo NCAA, a Fisherowi zaoferowano posadę na stałe. Gdy jednak najważniejsi zawodnicy z Ricem na czele odeszli do NBA, kibice zaczęli się zastanawiać czy Fisher rekrutować umie równie dobrze, jak trenować. Na odpowiedź nie musieli zbyt długo czekać. Zaledwie dwa lata po wygraniu mistrzostwa, siwowłosy dżentelmen udowodnił, że w wyszukiwaniu koszykarskich perełek również jest ekspertem.

Czytaj więcej…